czwartek, 26 marca 2015

Prolog

Jestem taka jak ty. Niczego nie świadoma dziewczyna. Żyję z rodzicami i bratem. Mam psa i kota.
Ale teraz obie nie znamy prawdy. Patrzymy w lustro i widzimy tylko swoje odbicie. Chodzimy do zwykłej szkoły, nie zdając sobie sprawy, co się dzieję. Czytamy książki z nadzieję, że któraś przygoda będzie naszą. Oglądamy filmy, by zapomnieć o brutalnej rzeczywistości. Wierzymy, że nasza ziemia, to jedyna planeta, która jest zaludniona. Wiemy, że magia nie istnieje, że nigdy nie będziemy normalnie oddychać pod wodą niczym syreny.
To jest nasz świat. To są nasze realia. A to jest moje życie....



Obudziłam się jak zwykle w swoim małym pokoiku. Te same brzydkie ściany, które widuję każdego dnia, ten sam bałagan, który od lat panuje w pomieszczeniu. Nic się nie zmieniło, oprócz mnie. Spojrzałam na telefon, który z reguły leżał obok mnie. Mały ekranik pokazywał godzinę ósmą. Rodzice w pracy, a brat pewnie jeszcze spał. Usiadłam na niskim łóżku i głośno westchnęłam.
- 100 lat Marta, 100 lat - powiedziałam do siebie. Założyłam zniszczone kapcie i poszłam do łazienki. Umyłam zęby i rozczesałam półdługie farbowane na czerń włosy. Zdjęłam z siebie luźny t-shirt i czarne krótkie spodenki, jak te od wfu. Przebrałam się w jasne długie dżinsy, oraz czarną bokserką, spod której wystawały ciemne ramiączka stanika. Mimo, że przez pół roku dużo schudłam to i tak nie czułam się zbyt pewnie, zwłaszcza w krótkich spodenkach. Popatrzyłam w odbicie. Zawsze lubiłam swoje zielone oczy. Podniosłam bluzkę do góry i dotknęłam pozostałych mi rozstępów.
- Jak by się was tu pozbyć? - pomyślałam szepcząc do siebie. Sięgnęłam w szafce po maść, która ma rzekomo usunąć pozostałości po nadwadze.  Po chwili jednak zrezygnowana odłożyłam tubkę na miejsce. Wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju, po drodze zabierając zimną już herbatę z kuchni. Włączyłam komputer i szybko czarny ekran zalał niebieski kolor, oznaczający ładowanie się systemu. Ale po dłuższej chwili nie pojawiła się tak dobrze mi znana tapeta zniszczonego miasta. Pojawiła się mała srebrna koperta. Kliknęłam w nią, myśląc, że to brat coś poprzestawiał. Owa koperta otworzyła. Na jasnym papierze pisało :

Marta Sowiecka, jako dyrektor Szkoły Magii jestem zobowiązany do przedstawienia ci faktów na temat twojego prawdziwego pochodzenia. Otóż, jesteś czarownicą. Jeśli jesteś zainteresowana, spakuj się i czekaj na mnie o dwudziestej w małej kafejce na końcu głównej ulicy. Pozdrawiam Albert.

Wpatrywałam się w list długie parę minut. Ja czarownicą? Ale to byłoby super! Pewnie to tylko głupi żart, ale... Co jeśli to nie żart?
Wstałam od komputera i sięgnęłam po dużą czarną torbę. Włożyłam do niej swoje koszulki, których wprawdzie nie było dużo, dwie pary dżinsów, dorzuciłam jeszcze jeden duży, luźny sweter i prostownicę. Do torby na ramię włożyłam swoje kosmetyki, portfel, ładowarkę i byłam gotowa.  Musiałam tylko przeczekać do wieczora i przekonać się co jest prawdą...
A gdy tylko spojrzałam na ekran, by jeszcze raz przeczytać krótką notkę zobaczyłam tapetę starego, zniszczonego miasta.